Brightzonix.org

Gwiazdy · Premium

Ekskluzywnie: aktor o roli, której długo się obawiał

Rozmowa o artystycznym ryzyku, odpowiedzialności i momencie, w którym popularność przestaje być celem.

Autor: 9 min czytania
Aktor podczas ekskluzywnej sesji wywiadowej

Materiał premium

Nie każda rola zaczyna się od zachwytu. Czasem pierwszą reakcją aktora jest lęk — nie przed kamerą ani sceną, lecz przed odpowiedzialnością, jaka pojawia się wtedy, gdy fikcja dotyka prawdziwych ludzkich doświadczeń. W najnowszej rozmowie spotykamy się z fikcyjnym polskim aktorem teatralnym i filmowym, który przyjął postać inspirowaną wydarzeniami z najnowszej historii.

Na potrzeby tego materiału bohater pozostaje anonimowy, a rozmowa ma charakter literackiej, wyraźnie oznaczonej fikcji. Jej tematy są jednak bliskie wielu artystom: niepewność przed wejściem w trudną rolę, granice empatii, cena popularności i pytanie o to, czy aktor ma prawo mówić w imieniu osób, których doświadczenia nie stały się jego udziałem.

„Najbardziej bałem się nie tego, że zagram źle. Bałem się, że zagram zbyt pewnie człowieka, którego życia nigdy nie przeżyłem” — mówi aktor.

To właśnie ta ostrożność stała się początkiem jego pracy. Zamiast szukać efektownego gestu, zaczął od słuchania, czytania świadectw i rozmów o pamięci. Wiedział, że rola nie może być kolejnym popisem ani skrótem, który pozwoli widzowi szybko ocenić bohatera. Musiała mieć w sobie ciężar codzienności: milczenie, zawahanie i emocje, których nie da się łatwo zamknąć w jednym spojrzeniu.

W bezpośredniej rozmowie opowiada o tym, dlaczego przez długi czas rozważał odrzucenie propozycji, jak przygotowywał się do pracy z reżyserem i gdzie przebiega granica między zawodowym poświęceniem a ochroną własnej psychiki.

„Nie chciałem budować postaci z samych traum”

Dlaczego ta rola budziła w panu obawy?

Przede wszystkim dlatego, że dotyczyła człowieka uwikłanego w wydarzenia, których nie można potraktować jak dekoracji. W kinie łatwo zachwycić się kostiumem, scenografią albo zmianą wyglądu aktora. Trudniej zadać sobie pytanie, czy za tym wszystkim stoi prawdziwe rozumienie bohatera. Nie chciałem, żeby widz zobaczył aktora, który prezentuje trudną przemianę. Chciałem, żeby zobaczył człowieka, który próbuje przetrwać własne decyzje.

Obawiałem się również uproszczenia. Gdy postać ma za sobą bolesną przeszłość, istnieje pokusa, by każde jej zachowanie tłumaczyć traumą. Tymczasem człowiek nie jest sumą swoich ran. Ma poczucie humoru, przyzwyczajenia, wstyd, dumę i zwyczajne dni. Zależało mi, żeby nie budować postaci z samych traum.

Czy pierwsza lektura scenariusza przyniosła bardziej ekscytację czy niepokój?

Najpierw pojawiła się cisza. Skończyłem czytać i przez kilka minut nie potrafiłem rozmawiać o tekście. To nie był zachwyt w klasycznym sensie. Raczej poczucie, że scenariusz stawia wymaganie, którego nie da się spełnić samą techniką. Potem przyszedł lęk. Pomyślałem, że jeśli się zgodzę, będę musiał zrezygnować z komfortu, jaki daje dobrze opanowany warsztat.

Aktor przez lata uczy się, jak wejść na scenę i zachować kontrolę. W tej roli kontrola miała być tylko pozorna. Bohater próbował ją utrzymać, ale pod spodem cały czas coś się rozpadało. To było trudne, bo nie można grać rozpadu w sposób demonstracyjny. Najmocniejsze momenty często pojawiały się wtedy, gdy niczego nie podkreślałem.

Odpowiedzialność wobec prawdziwej historii

Jak przygotowywał się pan do pracy nad postacią?

Zacząłem od materiałów dokumentalnych i rozmów z osobami, które potrafiły opowiedzieć o podobnych emocjach bez teatralnego języka. Nie szukałem jednego pierwowzoru. To byłoby zbyt łatwe i prawdopodobnie krzywdzące. Zamiast kopiować czyjeś gesty, próbowałem zrozumieć mechanizmy: jak człowiek reaguje na wstyd, jak ukrywa zmęczenie, dlaczego czasem wybiera milczenie, choć wie, że powinien mówić.

Dużo rozmawiałem też z reżyserem o granicach. Ustaliliśmy, że nie będziemy dopowiadać rzeczy, których scenariusz nie uzasadnia. Jeśli czegoś nie wiemy o bohaterze, nie musimy tego natychmiast wyjaśniać. Tajemnica nie zawsze jest brakiem informacji. Czasem jest uczciwym uznaniem, że drugi człowiek pozostaje częściowo niepoznawalny.

Czy uważa pan, że aktor powinien mieć osobiste doświadczenie podobne do doświadczeń granej postaci?

Nie. Gdyby tak było, moglibyśmy grać wyłącznie siebie. Aktorstwo opiera się na wyobraźni, obserwacji i odpowiedzialności. Problem zaczyna się wtedy, gdy aktor udaje, że wie wszystko. Można zbliżyć się do czyjegoś doświadczenia, ale nie można go sobie przywłaszczyć.

Dlatego podczas pracy pilnowałem, by nie mówić: „wiem, co on czuje”. Mogłem powiedzieć: „próbuję zrozumieć, co może czuć”. Ta różnica jest niewielka w języku, ale ogromna w etyce. Chroni przed pychą i przypomina, że film nie powinien zamykać cudzej historii w jednej, wygodnej interpretacji.

Ambicja bez potrzeby udowadniania wszystkiego

Trudne role często są postrzegane jako szansa na najważniejszą nagrodę w karierze. Czy myślał pan o tym w ten sposób?

Oczywiście, że ambicja istnieje. Nie ma sensu udawać, że aktor nie chce być zauważony. Chce. Chce też pracować z dobrymi ludźmi, rozwijać się i mieć poczucie, że jego wysiłek ma znaczenie. Problem pojawia się wtedy, gdy ambicja zaczyna zastępować odpowiedzialność. Jeśli przyjmuję rolę wyłącznie po to, żeby ktoś powiedział, że jestem odważny, to bardzo szybko przestaję słuchać postaci.

Przy tej pracy musiałem kilka razy odłożyć ambicję na bok. Niektóre sceny można było zagrać efektowniej, ale efektowność nie zawsze służy historii. Dojrzałość aktora polega chyba między innymi na tym, że potrafi zrezygnować z momentu, w którym sam wygląda najlepiej, jeśli dzięki temu film staje się prawdziwszy.

Czy na planie zdarzył się moment, w którym pomyślał pan: „nie dam rady”?

Tak. I dziś uważam, że to było potrzebne. Przez wiele lat myślałem, że profesjonalizm oznacza niewzruszoność. Tymczasem na planie byli ludzie, którzy mogli mi pomóc, ale musieli wiedzieć, że tej pomocy potrzebuję. Powiedzenie „nie wiem, jak to zrobić” nie było porażką. Było zaproszeniem do wspólnej pracy.

Najtrudniejsza scena nie została zagrana po wielkiej emocjonalnej próbie. Powstała dopiero wtedy, gdy odpuściłem potrzebę osiągnięcia konkretnego efektu. Zostałem przy prostym działaniu i pozwoliłem, żeby napięcie pojawiło się samo. To zabrzmi banalnie, ale czasem aktor musi przestać walczyć z własną sceną.

Popularność, która nie powinna zastępować życia

Jak zmieniło się pana podejście do popularności?

Kiedyś popularność wydawała mi się dowodem, że podążam właściwą drogą. Dziś widzę ją raczej jako zjawisko zewnętrzne. Może się pojawić, może zniknąć, czasem zależy od rzeczy, na które nie mam wpływu. Jeśli oprę na niej poczucie własnej wartości, będę bez przerwy czekał na kolejne potwierdzenie.

Staram się rozdzielać pracę od życia. Nie zawsze skutecznie, ale coraz częściej pamiętam, że człowiek nie jest swoim ostatnim występem, wywiadem ani wynikiem oglądalności. To trudne w świecie, w którym każdy może natychmiast skomentować cudzą twarz, decyzję i emocje. Trzeba nauczyć się nie odpowiadać na wszystko.

Czy aktor może dziś całkowicie odciąć się od mediów społecznościowych?

Może, ale nie każdy musi. Dla mnie ważniejsze od całkowitego odcięcia jest świadome korzystanie. Nie chcę, żeby moje życie stało się nieustannym komunikatem promocyjnym. Z drugiej strony rozumiem, że widz chce zobaczyć człowieka, a nie wyłącznie nazwisko na plakacie. Granica przebiega tam, gdzie zaczyna się udawanie bliskości.

Co zostaje po zakończeniu zdjęć?

Czy ta rola zmieniła pana prywatnie?

Nie lubię mówić, że rola mnie zmieniła, bo brzmi to zbyt ostatecznie. Na pewno jednak nauczyła mnie większej cierpliwości wobec cudzych reakcji. Wcześniej często chciałem natychmiast zrozumieć, dlaczego ktoś zachowuje się w określony sposób. Teraz częściej zostawiam miejsce na niewiedzę.

Zrozumiałem też, że dojrzałość nie polega na braku lęku. Polega na tym, że można działać mimo lęku, a jednocześnie nie udawać przed sobą, że go nie ma. Ta rola długo wydawała mi się sprawdzianem. Dziś myślę o niej raczej jak o rozmowie, która nadal trwa.

Czego chciałby pan, aby widzowie wynieśli z tej historii?

Nie oczekuję jednej odpowiedzi. Chciałbym tylko, żeby widz nie wyszedł z przekonaniem, że zrozumiał wszystko. Jeżeli film sprawi, że ktoś zacznie uważniej słuchać drugiej osoby albo powstrzyma się przed szybkim osądem, będzie to dla mnie wystarczająco dużo.

Nie każda historia ma przynosić ulgę. Niektóre powinny zostać z nami na dłużej, trochę uwierać i wracać w najmniej oczekiwanym momencie. Właśnie wtedy kultura przestaje być tylko rozrywką. Staje się przestrzenią, w której możemy bezpiecznie przyjrzeć się własnym reakcjom.


Dołącz do Brightzonix Premium

Pełna rozmowa premium to część naszego modelu członkowskiego dla czytelników, którzy chcą mieć dostęp do pogłębionych wywiadów, ekskluzywnych materiałów, wcześniejszych publikacji i archiwalnych treści specjalnych.

  • 14,99 zł miesięcznie — dostęp podstawowy;
  • 19,99 zł miesięcznie — najczęściej wybierany wariant z szerszym dostępem do treści premium;
  • 24,99 zł miesięcznie — pełny pakiet dla najbardziej zaangażowanych czytelników.

Rejestracja jest bezpłatna. Członkowie otrzymują także doświadczenie z ograniczoną liczbą reklam, dostęp do premium śledztw i reportaży oraz wcześniejszy dostęp do wybranych historii. Wybierz plan i czytaj Brightzonix w wersji stworzonej dla osób, które oczekują od serwisu rozrywki wiarygodnej, uważnej i dobrze przygotowanej.

Masz pytania dotyczące członkostwa? Skontaktuj się z zespołem Brightzonix: [email protected] lub +48886233677.

Dalsza część jest dostępna w Premium

Czytaj pełne wywiady, reportaże i archiwalne materiały bez rozpraszaczy.

  • ✓ Ekskluzywne wywiady
  • ✓ Wcześniejszy dostęp
  • ✓ Mniej reklam
  • ✓ Pełne archiwum
Odblokuj od 14,99 PLN

Możesz też założyć bezpłatne konto.

Czytaj dalej

Polecane historie

Brightzonix Premium

Dołącz